W uzupełnieniu luki informacyjnej o naszych Zjazdach teraz publikujemy list napisany przez Teresę Edelman i przesłany dla uczestników grupy 69’ na whatsappie.
Dalej żyję zlotem w Opolu. Coraz jestem pełniejsza podziwu dla organizatorów którzy taki program nam wymyślili. W dwa dni zobaczyłam miejsca o których nie wiedziałam że istnieją, zobaczyłam Opole takie piękne i interesujące jakie nie rozumiałam że jest i spotkałam kolegów i koleżanki takich serdecznych jak zawsze.
Wszystko grało w tym zlocie! Świetny hotel, inauguracyjny spacer po Opolu który wzbudził wielki apetyt do tego miasta. A wieczorem zawieziono nas autobusem w jakieś czarowne miejsce do przeuroczej karczmy U Zagłoby i tam uraczono staropolską strawą i ogniskiem. Przemiło było siedzieć przy ognisku i śpiewać stare harcerskie piosenki z przeuroczym gitarzystą. On sam miał piękny głos i fajnie śpiewał i nam dał dobrą podporę do wspólnych śpiewów. I był tak entuzjastyczny że chciał zostać przy ognisku nawet jak zaczęło trochę popadywać.
Na drugi dzień zawieziono nas do nie mniej tylko dwóch różnych muzeów, zamku, restauracji na wyspie na lunch i na ćwiczenia wojskowe dla naszych chłopców.
Muzeum Piosenki było fantastyczne i wzruszające. Tyle wspomnień! A potem oglądanie zastaw z porcelany w Muzeum Porcelany w Tułowicach, mieszczące się na wielu piętrach w starym zabytkowym domu, bardzo pięknym. Sam dom, który kiedyś był fabryką porcelany, i jego wyposażenie z pokojem dyrektora włącznie stanowi bardzo ciekawy zabytek nie mówiąc o eksponatach sztuki z porcelany. Oprowadzał nas po tych cudach bardzo miły i obeznany młody przewodnik. Tam też można było posiedzieć, napić się kawy albo lokalnego piwa i zjeść firmowe ciastko, ewentualnie kupić coś z tych porcelanowych cudów.
I jakby tego nie było dosyć to jeszcze potem dotarliśmy do bardzo ciekawego zamku w Niemodlinie i karmili daniele pasące się na zamkowej łączce. Lunch czekał na nas w restauracji na wyspie. Romek prowadził nas wszędzie z anielską cierpliwością! Potem część panów została na ćwiczeniach wojskowych a reszta wróciła do hotelu aby przygotować się do pożegnalnej uczty.
Byłam olśniona pięknie nakrytymi okrągłymi stołami. Wylosowaliśmy sobie świetne miejsca i zostaliśmy po królewsku obsłużeni. Niczego na tej uczcie nie brakowało. Jak myślałam że już wino się skończyło i poszłam na drinka to przyszło nowe wino. Jak ktoś wybierał się do baru po kawę to okazało się że i kawa była na miejscu ...
Romek nie zapomniał też pięknie podziękować wszystkim pomocnikom. Ten list też proszę przyjąć jako podziękowanie i czapkę z głowy!
Teresa Edelman
20 stycznia 2026
Copyright © 2014 | Łukasz Parysek & Absolwenci Wydziału Prawa 1969